Od pierwszego wyjazdu w 2019 roku wiedzieliśmy, że chcemy robić to inaczej. Nie wystarczy mieć lawetę i telefon. Trzeba rozumieć stres kierowcy, znać specyfikę różnych pojazdów i reagować natychmiastowo.
Nasz zespół to dwanaście osób. Każdy operator zna swój teren i ma stałą trasę. Nie ma centrali, która przerzuca zgłoszenia losowo. Dzwonisz, trafiasz na kogoś, kto jest blisko i może przyjechać.
To podejście sprawdziło się podczas największych korków, kiedy konkurencja zgłaszała opóźnienia rzędu godzin. My docieraliśmy w kilkanaście minut, bo nasi operatorzy byli już w terenie.
Mamy siedem lawet. Każda ma inne parametry. Nie wysyłamy niewłaściwego sprzętu, bo to marnowanie czasu. Osobówka to inna sprawa niż bus dostawczy czy ciągnik siodłowy.
Dlatego przy zgłoszeniu pytamy o klasę pojazdu. To pozwala wysłać odpowiednią jednostkę od razu.
Głównie trasy ekspresowe i autostrady w Polsce centralnej i zachodniej. Obsługujemy również interwencje na drogach wojewódzkich, jeśli są w zasięgu naszych jednostek.
Nie obiecujemy dojazdu wszędzie. Ale tam, gdzie działamy, dotrzymujemy słowa co do czasu reakcji.